zamiana mieszkania

Posted by K. & K.

firefox-gray     Drodzy czytelnicy, na początku bijemy się w pierś, ponieważ cały czas nie możemy doprowadzić do aktualizacji na bieżąco i ciągle musimy sięgać pamięcią prawie miesiąc wstecz... przyjmujemy więc strategię szybszego opisania przeszłości, żeby móc szczegółowo opisywać, wszystkie aktualne wydarzenia.
Jednak spokojnie, na pewno przy tej generalizacji nie zapomnimy o żadnym ważnym szczególe - tego możecie być pewni!

firefox-gray     Wróćmy więc do momentu kiedy to Michał spędzał czas w przytulnym choć co tu dużo mówić chłodnym, niedoświetlonym ale WŁASNYM pokoju a ja szukałem nowego miejsca zamieszkania.
Jednak to nie jedyne co się wtedy działo. Tak się składa, że były to też nasze pierwsze dni na uczelni no i jakby nie patrzeć także w Walencji - więc uwierzcie było co robić. Tak się złożyło, że Michał został ciężko kontuzjowany w duży palec u nogi więc wspólne chodzenie na mieszkaniowy rekonesans raczej odpadało. Chodziłem więc sam, za to Kopernik mocno wziął sobie do serca role szperacza; jednak w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Już od samego początku dzięki niemu mieliśmy pełną informację o wszelkich kursach, grupach, zajęciach sportowych, kulturalnych i tych mniej kulturalnych też... W każdym razie, tego dnia był to chyba poniedziałek 2. lutego, znalazłem trzy adresy na "loquo" zadzwoniłem i umówiłem się na spotkania; wszystkie jednego popołudnia.

firefox-gray Najpierw trafili się Pakistańczycy... w sumie sympatyczni nawet bardzo, ale nauczony doświadczeniem nie decydowałem się zbyt pochopnie... i powiedziałem, że oddzwonię...;), następne mieszkanie zapowiadało się dość ciekawie, 3 chicas 20 min od uczelni 180 + gastos jak na tutejsze warunki to całkiem przyzwoicie. Przywitała mnie właścicielka rzeczywiście mieszkanie super - co prawda po ostatnich przygodach nie miałem wygórowanych wyobrażeń i wydawało by się, że do pełni szczęścia zupełnie wystarczyła by mi ciepła woda, ale to co zobaczyłem przerosło moje oczekwiania. Bo mieszkanie było naprawdę ładne no i z pełnym wyposażeniem i tylko te chicas okazały się mieć już trzydziestkę na karku, ale... za to sympatyczne! Byłem już prawie zdecydowany, ale tu znów nie chciałem się wyrywać bo przede mną była jeszcze jedna wizyta, a ponadto musiałem poczekać na ostateczną akceptacje wszystkich lokatorek, na wieczornym spotkaniu.

firefox-gray W trzecim mieszkaniu spotkałem jednego przyjaciela z kursu w Gandii, już tam mieszkał, jednego Francuza, który jak później sie okazało też był tego dnia, u Pakistańczyków, maluteńki pokoik no i mocne uderzenie tetrahydrokanabinolu już od samego progu, więc po kurtuazyjnym "small talku" podziękowałem serdecznie i wróciłem do bramki nr2. Tam przywitała mnie przesympatyczna Mirabel, w imieniu pozostałych (nieobecnych) współlokatorek "była na tak" i w taki sposób pożegnałem się z mieszkankiem przy stadionie, aby na stałe przeprowadzić się niedaleko stacji metra Ayora a dokładnie na calle Industria...

Teraz jednak wróćmy do naszego pierwszego tygodnia na UPV - czyli Universidad Politechnica de Valencia...

ps.
wszystkie zdjęcie w tym wpisie są z nowego mieszkanka
ps.2
przy okazji wrzucamy galeryjkę zdjęć z meczu Valencji z Dynamem Kijów

szukamy mieszkania

Posted by K. & K.

firefox-gray     Gdy przyjeżdżaliśmy do Hiszpanii, mieliśmy zapewniony accomodation na dwa tygodnie podczas kursu językowego w Gandii, potem mieśliśmy przenieść się do Valencji - ale dokąd konkretnie - nie wiedzieliśmy. Podczas pierwszych dni okazało się że nie tylko my nie mieliśmy jeszcze mieszkania, ale niektórzy zaczęli się tym przejmować i szukać...
My wytrzymaliśmy do pierwszego piątku :D Zaraz po zajęciach przejrzeliśmy oferty w internecie (loquo.com), spisaliśmy najciekawsze i ok. 16 byliśmy w Valencji.
Zaczęliśmy od poszukiwań karty do telefonu. Przeszukaliśmy chińską dzielnicę - bo tam ponoć najtaniej, w końcu jednak trafiliśmy na starówkę i do 'Phone Hause' ????

Tam miły pan (nie był raczej Hiszpanem bo mówił biegle czterema językami) doradził nam Happy Movil, zwłaszcza że ewentualne rozmowy z Polską miały być tanie jak barszcz. firefox-gray    Zdecydowaliśmy na początku mieć jeden numer, sprawdzić operatora i potem ewentualnie zmienić na innego.
Kupiliśmy więc starter, podpisaliśmy umowę - nie sprawdzaliśmy jeszcze co w niej jest ale mamy nadzieję żę nic strasznego. Zostawiliśmy xero dowodu i nie było już więcej wymówek - czas zadzwonić! Znaleźliśmy jakiś cichy park i wykręciliśmy pierwszy numer - Kopernik wykręcił, Krzysiek rozmawiał - pierwszy przełamał lęk przed rozmowami po hiszpańsku via telefon (ja nadal się stresuję jak dzwoni telefon ;) ). Pierwszy telefon i odrazu umawiamy się na obejrzenie pokoju - za jakieś pół godzinki.
Szukamy adresu na mapie* i ... klops, nie ma? Z pomocą przyszła nam pomocna (jak prawie wszyscy Hiszpanie - tworzymy stereotyp, a może tylko potwierdzamy) kobieta w IT. Miała bardziej wypaśną mapę niż my. Okazało się że mamy tą ulicę i na naszej mapie - ruszyliśmy więc niepewni co nas czeka na pierwszą wizytę w studenckim mieszkaniu i pierwsze rozmowę po hiszpańsku z 'właścicielem'.

   Przed wejściem rzuciliśmy monetą - który z nas będzie tam mieszkał jeśli wszystko wypali.
firefox-gray Wygrał Krzysiek. Potem ustaliśmy że oglądamy mieszkania na zmianę - jedno dla jednego, drugie dla trzeciego ;). Ups... to chyba zdradza że w pierwszym nie zamieszkał żaden z nas. Otworzył nam - Hiszpan (niesamowite ;P), który oczywiście był bardzo przyjazny :D. Mieszkanie także było przyjazne, na ostatnim piętrze, wysokie, z mnóstwem pokoi - w tym być może Krzyśka. Pokój, a raczej pokoik miał swój klimat... Zapisaliśmy numer właściciela, on wpisał Krzyśka na swoją listę potencjalnych wpsółlokatorów i ... 'hasta luego'.
Valencia jest miastem studenckim, z mnóstwem mieszkań do wynajęcia. W większości z nich prowadzone są 'castingi', obie strony - szukający mieszkania i szukający współlokatora dają sobie czas na oddzwonie jeśli zdecydują się mieszkać z drugą osobą. Chyba jednak 'casting' to zbyt wielkie słowo, myślę że w Polsce odbywa się to tak samo, jeszcze nie próbowałem. Następne spotkanie i kolej na Kopernika, mówił jednak Krzysiek - łatwiej mu to jakoś przychodziło.
Mieszkanie było 'uporządkowane', pokój spory, cena niezła - właściwie wydawało się bez wad, no może poza widokiem z okna pokoju, ale o tym przy innej okazji. Zostawiliśmy numer i dzwoniliśmy dalej. Kolejne mieszkanie było bliziutko. W nim rastaman. Gdy jakoś mimochodem zapytaliśmy czym się zajmuje, odpowiedział z powagą: 'soy profesor . . . profesor de capoeira'. Samo mieszkanie było trochę zapuszczone, brzydka łazienka - nic ciekawego - poza ceną.

// wydaje mi sie ze byliśmy jeszcze tak strasznie daleko, u takiej babki co gotowała i miała psy, ale ręki nie dam sobie uciąc ze to był ten dzień :/

   W każdym razie okazalo się, że kiedy w najlepsze odwiedzaliśmy następne mieszkanie nasz ostatni pociąg do Grau de Gandia właśnie odjeżdżał, na szczęście zdążyliśmy jeszcze na ostatni tego dnia do Gandii, a stamtąd na ostatni autobus do domu i tak minął pierwszy dzień poszukiwań.

firefox-gray    W sobotę znowu wybraliśmy się do Valencji, coś ok. godziny 12. W autobusie do Gandii (z Grau de Gandia do Gandi jechaliśmy autobusem, potem pociągiem do Valenci; w sumie jakieś półtorej godziny w jedną stronę) spotkaliśmy z 10 innych osób z kursu jadących w tym samym celu. Czuliśmy więc na plecach oddech konkurencji... Ponieważ z mieszkań odwiedzonych w piątek spodobało mi się (Kopernikowi) tak naprawdę tylko jedno; napisałem smsa że chcę tam mieszkać i pytaniem czy się na to zgadzają, czy mam szukać innego mieszkania. Odpowiedź była pozytywna. Potrzebowaliśmy więc jeszcze tylko pokoju dla Krzyśka. To prawda kiedy Michal juz prawie spokojny czekal na podpisanie umowy ja jeszcze szukałem mieszkania choć w praktyce chodzilismy razem... szczęście lub raczej nieszczęście (co sie wyjasni później) jednak się do mnie uśmiechnęło dość prędko. Mieszakanie co prawda nie było świetnie umeblowane ale za to w świetnej lokalizacji i tanie, a współlokatorzy bezproblemowi - jak sie okazało za bardzo... Bo chlopaki byli z jakiegoś pubebla pod Walencją, mówili tylko po Walecnjańsku co się ma mniej więcej tak jakbyśmy rozmawiali z Kaszubami, palili jak lokomotywy a no i jeszcze jedna istotna sprawa -nie uświadczyłem tam ciepłej wody, znaczy podobno była ale nikt nie umiał jej włączyć bo chłopaki myli się w weekend w domu no i rzadko korzystali z tego urządzenia do podgrzewania w ciągu tygodnia... Ach zapomniałem jeszcze dodać, że nie podzielili się z właścicielem informacją, że będę tam mieszkał więc czułbym się jak na gorącym krześle bo każdego dnia mógłbym wylecieć. Pamiętam, że byłem wtedy mocno przybity, jak jeszcze nigdy od przyjazdu ale nie zastanawiając się długo podjąłem szybką decyzję żeby stamtąd przeprowadzić jak najszybciej... i jak widzicie wciąż do Was pisze tzn. że znalazłem inne przytulne gniazdko. Już niedługo powiem jak. Do usłyszenia wkrótce!


*mapa - plan miasta, który dostaliśmy w informacji turystycznej - gratis więc niby nie wypada narzekać, ale...
ale nie ma spisu ulic, nie wszystkie ulice są podpisane i nie wszystkie ich 'kształty' mają coś wspólnego z rzeczywistością. Gdyby się zastanowić to nie widziałem jeszcze w Hiszpanii porządnej mapy ;) szukaliśmy w sklepach, ale poziom był taki, że żal.
Zdecydowanie Hiszpania odczuwa brak Jacka A;)

ps. za ok 10 godzin mamy pierwszy egzamin :)

Gandia

Posted by K. & K.

firefox-gray Trochę nam zeszło z tym wpisem, ale postaramy aby kolejne pojawiały się częściej.
Zmieniła się także kolejność wpisów, tak aby najnowszy był zawsze na górze. A o to jak było w Gandii:
Pierwszego dnia w Gandii (zaraz po zakwaterowaniu w hotelu i sprawdzeniu szybkości internetu) odkryliśmy źródło taniej strawy - Carefour (którego nam bardzo brakuje w Valencji (jest jeden albo dwa ale nie tak blisko)).
Większość studentów przyjechała jednak w niedzielę, w tym nasi współlokatorzy.

firefox-gray 'Apartament' w którym mieszkaliśmy (patrz. rys. amatorski nr.1) składał się z salonu, dwóch sypialni, łazienki, kuchni i balkonu. Z balkonu widać było nawet skrawek morza i plaży :). Każdy mieszkaniec miał jedną kartę, która otwierała drzwi i jednocześnie uruchamiała prąd w apartamencie, więc jeśli chcieliśmy aby lodówka pracowała stale, a nie tylko gdy ktoś w jest w domu oznaczałoby to, że ktoś musiałby zostać bez karty. Jako studenci uczelni technicznych znaleźliśmy na to sposób.

firefox-gray Po pierwszym weekendzie zapoznawczo-imprezowym w poniedziałkowy poranek ruszyliśmy na pierwsze zajęcia... i odrazu test :D potem przerwa i czekanie na wyniki - kto trafi do jakiej grupy. Przez skromność nie wspomnimy o naszych wynikach. Czas w spokojnej Gandii plynął bardzo szybko; rano zajęcia 9-14 (przed zajęciami szybkie odrabianie pracy domowej - zaraziliśmy tym nawet najsolidniejszych studentów), potem wspólne gotowanie, to w takim, to w innym pokoju, a czasami nawet w kuchni. Potem siesta, plaża, jakaś przebieżka, siatkówka, piłka nożna (raz graliśmy nawet mecz reszta świata vs. lokalne gwiazdy futbolu, ale cóż nie ma się czym chwiliść wystarczy wspomnieć kto jest aktualnym mistrzem świata w piłce podpowiemy, że nie jest to reszta świata.

firefox-gray Oprócz tego byliśmy na dwóch wycieczkach do Gandii(miasta) i w górach oglądaliśmy ruiny zamku i piękną panoramę całego wybrzeża.
A "wieczorami chłopcy wychodzą na ulicę" codziennie była impreza (która często przenosiła się na plażę).

Po dwóch tygodniach nauki - egzamin końcowy, pamiątkowe zdjęcie z profesorami i wieczorem międzynarodowa kolacja, na którą każdy przyniósł własnoręcznie przygotowany przysmak. Na naszym stole była pyszna sałatka warzywna, śledzie w cebulce a pod stołem...
Po kolacji fiesta do rana, dwie godziny snu i musieliśmy się spakować. Jeszcze tylko krótki spacer po plaży i przeprowadzka do Valencji...

ps.
w dziale zdjęć pojawiło się kilka nowych zbiorów :)
ps.2
mieszkaliśmy mniej więcej tutaj:

Wyświetl większą mapę

Podróż

Posted by K & K

firefox-gray Wszystkie drogi prowadzą do Hiszpanii... Ale każda zaczyna się w innym miejscu. Nasza rozpoczęła się 16. stycznia A.D. 2009 na Dworcu Centralnym w Warszawie.
Pociągiem dotarliśmy do Krakowa. Na lotnisku wyrzuciliśmy nadbagaż (dozwolone było tylko 15kg), po odprawie wcisnęliśmy się na wolne miejsca (przy oknie oczywiście).
Uwaga na przyszłość - w Raynair'ze jest baaardzo ciasno. :/
Samolot wystarotwał o 21:10, na lotnisku Milan-Bergano wylądlowaliśmy już po niespełna dwóch godzinach. Niestety okazało się że tam także jest zima. Odlot do Valencji mieliśmy dopiero o 7:45. Więc czekała nas noc na lotnisku.
Gdy chcieliśmy pójść do sali odlotów, żeby znaleźć jakieś wygodne legowiska, zamknięto lotnisko przed naszym nosem (ale radziliśmy sobie jak się dało najlepiej - patrzcie zdjęcia) :D Została nam więc poczekalnia dworcowo - lotniskowa, z automatycznie otwieranymi drzwiami. Za każdym razem gdy ktoś nimi przechodził - mogliśmy poczuć chłodny (później mroźny) powiew włoskiego powietrza. Najlepsze miejsca w poczekalni to oczywiście te najdalej od drzwi; stopniowo gdy ludzi ubywało awansowaliśmy w tej hierarchi i odsuwaliśmy się od drzwi.

firefox-gray Jak się później okazało - najlepszym (najcieplejszym i z dostępem do gniazdka, bo oczywiście oglądaliśmy filmy na laptopie) miejscem była ... toaleta :)
Niestety zajęta przez naszego późniejszego kolegę Mateo. Na dwie godziny przed odlotem zaczęła się odprawa, dostaliśmy karty pokładowe i kupiłem (Kopernik) butelkę wody, bo w nocy sklepy nagle się pozamykały.
W kolejce do przeszukania zauważyłem że nie mam mojej karty pokładowej; przypomniałem sobie że położyłem ją na barze, kupując wodę. Wróciłem tam więc, wypytałem kelenrkę ale karty nie było. Na szczęście przypomniałem sobie że wyrzucałem do kosza paragon, i tam też znalazłem moją kartę pokładową :)
W samolocie znów ciasno, ale przynajmniej mieliśmy piękne widoki, góry, morze, wybrzeże Hiszpani, i w końcu Valencja z lotu ptaka.
Tutaj na szczęście było już tak jak przewidywaliśmy - ciepło !!! :)
Odbierając bagaże poznaliśmy się z Mateo, okazało się że jedziemy w tym samym kierunku. W chwile później wszyscy razem ruszyliśmy metrem do centrum, skąd czekała nas jeszcze podróż do Gandii (dokładniej Grau de Gandia), gdzie zaczynał się nam dwutygodniowy, intensywny kurs hiszpańskiego. O ile do Gandii pociągi odjeżdżały co chwilę, o tyle do Grau de Gandia odjeżdżają 3 dziennie. Do najbliższego mieliśmy trzy godziny (bilety można kupić dopiero na dwie godziny przed odjazdem), więc ruszyliśmy na małą rundkę po Valencji.

firefox-gray Miasto było w dwóch słowach - piękne i niesamowite :) Ale o Valencji będzie jeszcze okazja napisać nie raz.
Rozbiliśmy na krótka obóz w jednym z miejskich parków (w którym zrobione zostało zdjęcie na górze strony), sprawdziliśmy czy w powietrzu nie ma internetu i zwiedziliśmy nabliższy supemercado. Jadąc pociągiem podziwialiśmy przedmieścia Valencji, sady z pomarańczami, okoliczne góry i słuchaliśmy hiszpańskiego radia (bo muzyka puszczana w pociągu była klasyczna i nie dawała możliwości opcowania z językiem hiszpańskim). Wysiadając z pociągu poznaliśmy kolejnego Erasmusa (Erasmuskę dokładniej), Finkę którą wcześniej wzięliśmy za Polkę, tudzież Angielkę imieniem Jenny.
Dzięki mapie zdobytej wcześniej w Valencji bezbłędnie trafiliśmy do naszego hotelu; o drogę zapytaliśmy tylko raz, a odpowiedz byla bardzo (dosłownie i w przenośni): 'todo recto'.
To znaczy "caly czas prosto" nie raz mieliśmy jeszcze okazję pytać o drogę i jak się później okazało - wszystko tutaj jest 'todo recto' żeby się zgubić trzeba się naprawdę postarać, lub ewentualnie pójść nie w to "todo recto", które autor miał na myśli...;P

Dawno, dawno temu...

Posted by K & K

firefox-gray ...w grodzie stołecznym Warszawie, nad rzeką niewielką, czasem zamarzniętą... - co za bzdura.

O wyjeździe za granicę na semestr lub dwa myśleliśmy już na drugim roku, mniej więcej w przerwie między semestrami. Pozbieraliśmy potrzebne dokumenty:

  • zaświadczenie o ocenach ze wszystkich dotychczasowych przedmiotów - z super średnimi oczywiście;
  • zaświadczenie o znajomości j.angielskiego (certyfikat, lub potwierdzenie z naszego centrum językowego);
  • zaświadczenie o członkostwie w kołach naukowych i strukturach samorządu;
  • inne papiery, których nie możemy sobie przypomnieć?
Wszystkie informacje można znaleźć na naszej uczelnianej stronie internetowej.
Za każdy z tych podpunktów dostawało się pewne tajemnicze 'punkty'.

Pewnego dnia wszyscy studenci z uczelni, którzy złożyli dokumenty zostali wezwani na przesłuchanie. Ponieważ mieliśmy dużo punktów, nie musieliśmy wchodzić do sali przesłuchań :(

Wiedząc już, że się dostaliśmy, zaczęliśmy się w końcu interesować gdzie dokładnie leży ta Walencja. Wyobraźcie więc sobie nasze zdziwienie kiedy okazało się że tam wcale nie mówią po polsku! Oszczędzimy wam epitetów jakimi obdarzyliśmy ten fakt, uznając przy okazji ten naród conajmniej za barbarzyński no bo jak można tak wzgardzić naszą Polszczką mową (przy okazji ślemy ukłony naszym nieocenionym nauczycielom j.polskiego) Jednak radzi czy nie musieliśmy się zabrać w końcu za intensywną naukę hiszpańskiego - jasne...
W każdym razie przynjamniej się staraliśmy, ale inne obiązki (żona, dzieci, praca, a szczególnie studiowanie geodezji) skutecznie nam to utrudniały. W międzyczasie przesunęliśmy termin wyjazdu na semestr zimowy. ...a czas nieubłaganie płynął; i tak wakacje minęły nam na praktykach, pracy i innych głupotach.
Nam wciąż wszystko wydawało się odległe, aż do tygodnia gdy musieliśmy zaliczyć wszystkie przedmioty, spakować się, załatwić inne dokumenty, bilety, etc. - i okazało się że tydzień ma tylko 7 dni (co było naszym kolejnym wielkim odkryciem -a pomyśleć, że kiedyś ludzie fascynowali się lotami na Księżyc).
I tak dotrwaliśmy do 16.01.2009, kiedy wyruszyliśmy w drogę... jest to jednak temat długi jak Chiński Mur, lub raczej macierz kowariancji sieci niewlacyjnej lub jak kto woli niwelki-rewelki zapisana w Scilabie - o tym więc dowiecie się następnym razem.

Start

Posted by Kopernik

firefox-gray Minął już ponad tydzień od naszego wyjazdu z Polski - najwyższy czas się odezwać! Od dziś postaramy się pisać w miarę możliwości regularnie, zamieszczać jakieś zdjęcia i inne bzdury które nam przyjdą do głowy.
Pierwszy wpis będzie o tym jak znaleźliśmy się tu gdzie gdzie teraz siedzimy.

ps.
zdjęcia które widać w topie strony zostało wykonane w Walencji 17.01.2009 przez Mateo.